Kiedy jesteś żonaty z kimś, kto już cię nie kocha, może się to wydawać niemożliwe. Ale nie musi tak być. Hej, słuchaj, czuję twój ból, bo kiedy mój mąż chciał rozwodu, też byłam zdruzgotana. To niewyobrażalne, żeby po tylu latach małżeństwa się roz Wszystko zależy od sposobu, w jaki to powiesz. Jeśli nie jest to nic poważnego, powiedz o tym życzliwym tonem, z przymrużeniem oka. Przede wszystkim zaś, wyraź swoje zaufanie, ponieważ brak zaufania osłabia związek, podczas gdy zaufanie go umacnia. Każdy ma pewne oczekiwania co do swojego związku. tuację. Nigdy nie jest za późno, nawet jeśli jest Pani w wie-ku emerytalnym i dotąd nie pracowała zawodowo. Ma Pani prawo domagać się należnych Pani praw i szacunku za lata nieodpłatnej pracy świadczonej na rzecz męża i rodziny. Kiedy mąż lub partner wykorzystuje pieniądze jako kartę przetargową, uzależnia przekazanie cash. W artykule: Co możesz zrobić, kiedy czujesz, że ktoś Cię obraża? Jeden z naszych synów przez pewien okres swojego życia nazywał członków naszej rodziny kupą. Robił to, kiedy znajdował się w sytuacji, w której nie umiał sobie poradzić. Ktoś zrobił coś, co było dla niego bardzo nieprzyjemne, albo coś mu zabrał i on nie umiał tego odzyskać. Najczęściej “obrywało” się jego rodzeństwu, ale czasem te słowa kierował do mnie lub do mojego męża, mówiąc płaczliwym głosem: „Mama/tata to kupa!” Zdarzyło Ci się coś podobnego? Podejrzewam, że tak, wielu rodziców ma tego typu doświadczenia. Co zrobić, kiedy dziecko „mnie obraża”?! Jak mogę zareagować, kiedy ktoś „mnie obraża”? Są dwie główne możliwe reakcje, kiedy dziecko kieruje do mnie tego typu słowa: Mogę poczuć się tym obrażona i zareagować zgodnie z tym doświadczeniem. “Czemu on tak do mnie mówi? Przecież na to nie zasłużyłam, jestem jego mamą, która troszczy się o niego, pomaga mu, a on mnie obraża!” Do czego zaprowadziłyby mnie takie myśli? Prawdopodobnie próbowałabym “dochodzić swoich praw”, pokazując synowi na różne sposoby, że nie może tak do mnie mówić. Jestem jego mamą, która jest ważna i wartościowa i nie zasługuję na takie traktowanie. Mogłabym ze łzami w oczach mówić, że jest mi bardzo przykro, kiedy tak mnie traktuje, bo bardzo mnie to boli i rani. Albo mogłabym się wściec i na niego wyrzucić te emocje. Tego typu zachowania niewiele by jednak zmieniły w tym, co się dzieje w naszym domu. Są dzieci, na które łatwo jest wpłynąć i u nich mogłoby to przynieść efekt. Moja reakcja wywołałaby u takiego dziecka poczucie winy i prawdopodobnie przestałoby się tak zachowywać. Problem jest jednak taki, że zmiana w jego zachowaniu płynęłaby ze strachu i chęci podporządkowania się. Nie z empatii i zrozumienia, że tego typu zachowanie może być nieprzyjemne dla innych. U innych dzieci takie zachowanie rodzica raczej wzmogłoby bunt, nie ucząc niczego. 2. Mogę też wziąć moją potrzebę znaczenia w swoje ręce i zaspokajać ją w inny sposób niż “wymuszanie” na dzieciach określonych zachowań. Następnie z tej pozycji zareagować w sposób, który ułatwi dziecku uczenie się nowego zachowania. Czy kierowane przez dziecko w moją stronę słowa: “Jesteś kupą” mówią cokolwiek o mnie? Czy muszę udowodnić, że nią nie jestem? Nie, tak naprawdę to są śmieszne słowa, które nie mówią nic o mnie jako o człowieku. Płyną z bezsilności dziecka, z tego, że nie umie sobie poradzić z jakąś sytuacją. To nie ma na mnie żadnego wpływu, nie robi mi żadnej krzywdy, nie muszę mu udowadniać, że jestem wartościowa. Dopiero, kiedy mam w sobie to mocne przekonanie o tym, kim jestem i że tego typu słowa nic mi nie odbierają, wtedy jestem gotowa, by zareagować w konstruktywny sposób. Co możesz zrobić, aby dokonać prawdziwej zmiany? W niektórych momentach rozwiązaniem było przytulenie naszego syna i powiedzenie do niego miękkim głosem: “Kochanie, jest ci teraz tak trudno, tak bardzo mi przykro, że twój brat nie chce się z tobą bawić…” Kiedy pokazałam mu, że jestem obok i może sobie popłakać, poprzednie zachowanie traciło rację bytu. Dopiero później, znacznie później, był czas na podkreślenie, że takie słowa mogą być raniące i nieprzyjemne. Czasami rozwiązaniem stawał się żart i przekierowanie na siebie “ataku”, a odwrócenie go od drugiego dziecka, które nie bardzo umiało sobie z nim poradzić: “Patrz, ja jestem kupą! Tańczącą, wesołą kupą, która teraz coś dla ciebie zaśpiewa!” To pozwalało rozładować napięcie i szybko podnieść stanometr “atakującego”, co z kolei prowadziło do lepszego zachowania. Powyższe sposoby zachowania rodzica nie są dla Ciebie jasne i intuicyjne? Gorąco zachęcam Cię do przejścia przez kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”. Poprowadzę Cię krok po kroku przed konkretne rozwiązania rodzicielskie (informacje o kursie znajdziesz TUTAJ). Dodam jeszcze, że ostra, nieprzyjemna reakcja rodzica na takie zachowanie dziecka może mieć różne źródła, tutaj wspomniałam tylko o jednym, jakim jest poczucia urażenia. Reakcja wspierająca i rozładowująca napięcie wymaga od rodzica spokoju i pewności siebie. Dlaczego takie słowa z ust dziecka miałyby Cię urazić?! Jeśli jednak odbierzesz je jako obrazę i brak szacunku, sam sobie wytrącasz z ręki narzędzia do dokonania zmiany w tej sytuacji. Stawiasz się na pozycji kogoś, kto musi odzyskać coś, co mu zabrano. Chcesz wykazać swoją niewinność, udowodnić, że jesteś wartościowy i nie zasługujesz na takie traktowanie. A wtedy nie ma miejsca na to, aby wyjść naprzeciw potrzebom dziecka. Nie jesteś też w stanie nauczyć go umiejętności, które są niezbędne w życiu. A co, kiedy obraża mnie ktoś dorosły?! Zaczęłam od przykładu z dzieckiem, bo jest nam łatwiej na tej podstawie zrozumieć pewne sprawy. Kiedy ktoś mówi o Tobie rzeczy, o których wiesz, że nie są prawdziwe, nie ma potrzeby dochodzenia swoich praw, udowadniania, że jest inaczej, spierania się i awanturowania. Chyba, że z pokazania prawdy płynęłoby jakieś większe dobro dla wszystkich osób, wtedy warto o to zabiegać – w moim odczuciu to jedyny powód, dla którego warto byłoby to zrobić. Ale nie dlatego, że musisz wykazać, że z Tobą jest wszystko w porządku. Jeśli masz pełne przekonanie, że tak jest, jakie znaczenie ma to, co mówi o Tobie jakaś inna osoba?! Ryan Holiday w książce “Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy” opowiada historię boksera Rubina „Huragana” Cartera. Robił on karierę w latach 60, ale został oskarżony o potrójne zabójstwo w wyniku strzelaniny. Odbył się proces, został uznany za winnego i skazany na potrójne dożywocie. Spędził dziewiętnaście lat w więzieniu, a po tym czasie został uniewinniony. Rozumiesz? Dziewiętnaście lat! Dwie dekady życia, które mógłby spędzić, rozwijając karierę boksera, tworząc rodzinę i realizując marzenia. Zamiast tego siedział za kratkami, jedząc marne jedzenie i śpiąc na niewygodnej pryczy. Jak sądzisz, miał chyba pełne prawo czuć się obrażony? Po swoim procesie poprosił o rozmowę z kierownikiem więzienia. Spojrzał mu w oczy i powiedział, że cokolwiek się wydarzy, on nie odda nikomu jednej rzeczy, którą zawsze może mieć w swojej kontroli: samego siebie. Stwierdził, że wie, że strażnicy więzienni nie mają nic wspólnego z tą niesprawiedliwością, która go spotkała, więc będzie tutaj do momentu, kiedy zostanie wypuszczony, ale nigdy nie pozwoli, żeby ktoś traktował go jak więźnia, bo nim nie jest. Czy pojawiły się u niego nieprzyjemne emocje? Jestem pewna, że tak. Złość, może strach, niepewność, żal, frustracja… On jednak nie pozwolił, żeby przejęły nad nim władzę, pamiętając, że zawsze jest coś, co on może kontrolować. Jest to jego sposób myślenia, reakcje na to, co się dzieje, intencje, myśli i przekonania. Spędził więc ten czas, wykorzystując go dla swojego dobra: czytał książki i rozwijał się. Nie pozwolił, żeby to doświadczenie zniszczyło jego życie. Co jeszcze ciekawsze, kiedy wyszedł z więzienia i został uniewinniony, nie złożył żadnego wniosku o przyznanie rekompensaty za to, co się stało. Był przekonany, że gdyby to zrobił, uznałby, że Ci ludzie coś mu zabrali, a oni nic mu nie zabrali, bo on na to nie pozwolił. Ta historia jest dobrą ilustracją do sentencji Marka Aureliusza: “Wybierz to, żeby nie czuć się zranionym i nie będziesz czuł się zranionym, a kiedy nie będziesz czuł się zranionym, to tak naprawdę do tego zranienia nie doszło”. Po przeczytaniu tej historii byłam poruszona tym, że mam wybór. Zawsze mam wybór, jak zinterpretuję to, co się wokół mnie dzieje i co z tym zrobię. W każdych okolicznościach to ja decyduję, jak będę postrzegać tę sytuację i co z nią zrobię. “Huragan” mógłby pogrążyć się w poczuciu niesprawiedliwości, bo go obrazili i zranili. Miałby w pewnym sensie rację, ale co by mu to dało? Spędziłby swoje życie w rozgoryczeniu, złości i żalu. Kiedy wyszedłby z więzienia, walczyłby o swoje prawa i kolejne lata życia stracił na odzyskiwaniu tego, co stracił. On uznał, że nie pozwoli, żeby ktoś mu cokolwiek odebrał. To był jego wybór. Przywołuję tę historię po to, żeby pokazać, że poczucie bycia urażonym przez czyjeś zachowanie to wybór. To Twoje doświadczenie, które rozgrywa się w Tobie – to nie jest rzeczywistość, obiektywny fakt, ale wybór, którego dokonujesz. To Ty decydujesz, czy cudze zachowanie zinterpretujesz przez filtr „on mnie obraża”, czy może użyjesz zupełnie innego. Na przykład: „On sam czuje się źle sam ze sobą i próbuje poczuć się lepiej, krytykując innych. Ja nie muszę w tym brać udziału, wiem, kim jestem. Po prostu zakończę tę rozmowę.” W ten sposób nie osłabiasz siebie, wprost przeciwnie: wzmacniasz się i stajesz się gotowy na nowe rozwiązania. W jaki sposób myślenie: „On mnie obraża” zaspokaja Twoje potrzeb? Dlaczego więc czasami tak łatwo nas urazić? Dlaczego dokonujemy wyboru, aby właśnie w taki sposób patrzeć na świat wokół nas? Poczucie bycia obrażonym przez cudze zachowanie zaspokaja w nas potrzebę znaczenia. Pojawiają się wtedy myśli: “Nie zasłużyłem na to, to niesprawiedliwe, jak ktoś może mnie tak traktować, kim on jest, żeby to robić, jak on śmie”. Pielęgnowanie tych myśli i przechodzenie od nich do działania, sprawia, że czujemy się ważni i wartościowi. Przeczytaj jeszcze raz uważnie to, co napisałam powyżej. Taki sposób myślenia o potrzebach może być dla Ciebie czymś zupełnie nowym. Potrzeby możemy zaspokajać nie tylko za pomocą działania, ale również poprzez myśli i doświadczenia, które w sobie pielęgnujemy. Jeżeli nie masz innych, wzmacniających sposobów na zaspokajanie tej potrzeby, nieświadomie będziesz wykorzystywać tego typu chwile, aby się podbudować i poczuć, że jesteś ważny (bo przecież pokazujesz to przez poczucie urażenia i niesprawiedliwości, czy dążenie do wykazania swojej niewinności lub cudzego błędu). Ten mechanizm ma jednak swoją słabą stronę. Opiera się niejako na odwróconej kolejności wyciągania wniosków. Jeżeli naprawdę jesteś ważny i wartościowy jako człowiek, sposób traktowania Cię przez kogoś innego nie ma na to żadnego wpływu i nic w tym temacie nie zmienia. Jego słowa krytyki czy przewracanie oczami na to, co powiesz, nie mają tak naprawdę żadnego znaczenia dla tego, kim jesteś. Tak samo nie mają na to wpływu słowa pochwały… Nie musisz nic udowadniać i wykazywać. To, co inni mówią czy robią to ich sprawa i to oni ponoszą ewentualne konsekwencje tego, że używają negatywnych mechanizmów na zaspokojenie swoich potrzeb (na przykład krytykując Ciebie). Ty możesz być spokojny i pewny, że wciąż jesteś tym, kim jesteś, tak samo ważny i wartościowy, jak wcześniej. Czy w ten sposób staniesz się dla innych wycieraczką? Takie funkcjonowanie otwiera drogę do szukania prawdziwych rozwiązań. Przeskakujesz etap awanturowania się, dochodzenia swoich praw i udowadniania, jak bardzo ktoś się myli. Zamiast tego możesz uczyć się, jak budować życie zgodnie ze swoimi priorytetami i potrzebami. Pomimo krytyki czy zachowań innych, z którymi Ci nie po drodze. Bo, wbrew powszechnemu myśleniu, zrezygnowanie z “dochodzenia swoich praw” i wykazywania swojej niewinności nie jest równoznaczne z uleganiem i pozwalaniem, aby inni traktowali Cię jak wycieraczkę. Kiedy czujesz się dobrze w swojej skórze i nie patrzysz na świat przez filtr: „Czy on mnie obraża mnie nie?”, możesz zareagować w nowy sposób. Nie musisz uczestniczyć w czymś, co jest dla Ciebie szkodliwe. Możesz spokojnie zakończyć rozmowę, jeśli to konieczne. Wyjść z pomieszczenia. Zaspokoić potrzeby tej osoby w inny sposób, dzięki czemu jej poprzedni mechanizm staje się niepotrzebny. Wybór należy do Ciebie. Ale najpierw musisz wyjść z myślenia: „On mnie obraża, muszę coś z tym zrobić”. Zachęcam Cię więc, abyś zaczął mówić samemu sobie: STOP. Kiedy pojawi się u Ciebie odczucie bycia urażonym przez to, co mówią lub robią inni, powiedz do siebie: ” “Stop. Odmawiam, aby te emocje, które się we mnie pojawiły, narzuciły mi sposób interpretowania tej sytuacji. Nie chcę patrzeć przez filtr: „Ktoś mnie obraża”. Wiem, że jestem wartościowym i ważnym człowiekiem, bez względu na to, co powiedzą inni. Oczywiście nie jestem idealny i ludzie mają prawo zwracać mi uwagę, kiedy widzą jakieś błędy. Chcę ich słuchać, natomiast to, co mówią nie jest prawdą o mnie.” Nawet, jeśli w pierwszej chwili nie całkiem wierzysz w te słowa, zacznij je do siebie mówić. Stopniowo zauważysz, że zaczynają one kiełkować i skłaniać Cię do dokonania zmian w tym, co myślisz o samym sobie. A to otwiera furtkę do kolejnych, wielkich zmian. Powyższy artykuł jest fragmentem e-booka o emocjach. Odkrywam w nim tajemnice związane z tym, czy są emocje, jak się z nimi zaprzyjaźnić i jak ich mądrze słuchać. Jeśli chcesz nabyć ten e-book, informacje znajdziesz TUTAJ. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2013-05-06 18:13:34 hekate222 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-05-06 Posty: 1 Temat: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Witam od 5 lat jestem matką i żoną. Od około trzech lat także, szmatą, ku..., suk... itp. Tak nazywa mój mąż, mój jedyny partner seksualny, moja pierwsza miłość. Na początku było wspaniale, bylismy młodzi i zakochani. Czas leciał szybko, on wyjezdzal za granice, wracał. Zylismy zapatrzeni w siebie. Po 2 latach związku on stwierdzil ze pragnie miec dziecko, na poczatku protestopwalam, ze jestem za mloda itd. On stale nalegal, az w koncu uleglam. Najpierw szybki slub, nieprzemyslany, na wariackich papierach, ale taki jak chciałam. Po slubie okazalo sie ze sie udalo i jestem w 1 miesiacu ciazy. Bylam szczesliwa, choc troche sie balam, tego czy sprostam nowym obowiazkom. Moj juz wtedy maz zaczal sie strasznie zmieniac, juz nie cieszyl go fakt ze bedziemy rodzicami, tylko tak jakby tryiumfował nad tym ze postawil na swoim. Zaczely sie wyjscia z kolegami, pozne powroty, a ja sama w domu z opuchnietymi kostkami i bulami kręgosłupa. Po 9 miesiacach urodzil sie nasz synek, cudowny, idealny, wymarzony. Swiat nabral dla mnie nowych, cudownych kolorow, byłam nim wręcz urzeczona. Ale mój mąż traktował go jak zabawke, nie kąpał nie przebierał. Od czasu do czasu trzymał na rękach kiedy go o to poprosiłam. Zaczęły się kłótnie miedzy nami, on zarzucał mi ze strasznie sie zmienilam, ze przytylam, ze nie dbam tak o siebie ze sie nie maluje na codzien. Raz nawet powiedzial ze nie bedzie dotykal moich piersi, bo go obrzydza ze tam jest mleko. Przeplakalam wiele nocy, ale postanowiłam walczyc. Synek zaczynal chodzic, a ja zaczelam diete. Schudlam 15 kg, wszyscy mówili ze wygladam jeszcze lepiej niz przed ciaza, lecz nie moj maz. On znalazl inne moje wady. Zaczal sie czepiac, ze nie tak gotuje, ze zle sprzatam i stwierdzil ze do niczego sie wogole nie nadaje. Znow postanowilam walczyc, dzięki pomocy przyjaciolek znalazlam prace, synek byl z niania a ja zaczelam calkiem dobrze zarabiac i odnosic sukcesy w pracy. Od tamtej pory ja i moje przyjaciolki to ku...., koledzy z pracy napewno mnie w niej ruch..., takie byly slowa mojego meza. Mielismy wspolne konto, moje pieniadze byly przeznaczone na czynsz i oplaty. Plus resztki dla mnie na pocieszenie kwota okolo 100 zł. Która i tak wydawalam na mojego malego skarba. Jednak zrobili w pracy redukcje etatów i jako nowa dlugo sie praca nie nacieszylam, trwalo to 4 miesiace. Ale ucieszylam sie z jednej strony ze bede znow w domu z synkiem. I koszmar znow powrocil z podwojona sila. Szmato nie chcesz sie ruch... pewnie kiedy dziecko spało był tu jakiś ch.. i cie wyj... tak brzmialy slowa mojego meza, gdy odmowilam mu z powodu bóli, jak sie okazalo spowodowanych nadzerka. Skrócę wam trochę bo moglabym ksiazke napisac. Dzis mój syn ma 5 lat, wczoraj znów slyszal jak tatus powiedzial do mnie Szmato. Ale chwile potem dodał słowa, które sprawiły że cos we mnie peklo. Powiedzial ze chce seksu, ja na to ze bardzo boli mnie brzuch ( mysle ze to wrzody), a on na to dla mnie możesz zdychać, a dupy masz mi dać to Twój obowiazek. Wszystko słyszal i widział mój synek, nie wytrzymałam rzuciłam sie na męza i pierwszy raz w zyciu uderzylam w twarz, a on podszedł do syna i powiedzial "widzisz mamusie mnie bije, jest popierdolona ja babcia". "Choć jedziemy na przejazdzke, tatus kupi ci to duze lego z tv". Wzial go za reke i wsiedli do samochodu. Nie mialam sily go zatrzymac, wydobyc z siebie glosu, moja twarz zalala fala lez. Dość powiedzialam... Musze odejsc, chce byc szczesliwa, chce by moj synek byl szczesliwy. Nie wiem od czego zaczac, jak sama dac rade. Pochodze z biednej rodziny, nie mam wlasnych srodków, mieszkania, nie mam nic. On ma firme, znajomosci, mieszkanie w ktorym mieszkamy dostal od swoje mamy i jest na niego, auto i wszystko inne tez. Ja nie moge liczyc na pomoc z nikąd, musze jakoś sama się z tego wyrwać tylko jak? Co zrobić?Pomóżcie proszę, dajcie mi jakieś dobre rady, pomocną dłoń. Proszę 2 Odpowiedź przez czarna169 2013-05-06 19:24:39 czarna169 O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-04-04 Posty: 62 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Po pierwsze złożyć pozew o rozwód, podać o jak najwyższe alimenty na dziecko (facet jest niezlym cwaniakiem i sknera skoro wszystko co macie w domu stoi tylko na niego) wyprowadzic sie (jak najpredzej zanim ten dupek calkowicie zbuntuje dziecko przeciwko tobie) do matki poprosic o pomoc kogoś z rodziny a nastepnie poszukac pracy. Ja bym tak zrobila. powodzenia 3 Odpowiedź przez bounty 2013-05-06 21:22:01 bounty Szamanka Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-28 Posty: 296 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Znajdz w sobie siłe i odejdz. Dla dobra dzieciaczka, zeby nie musiał na to patrzec. 4 Odpowiedź przez osamotniona_dusza 2013-05-08 22:16:54 osamotniona_dusza Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-04-21 Posty: 5 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Witam cie serdecznie, po pierwsze w takiej sytuacji powinnaś odejśc w dupie z tym wszystkim kobietko znajdz siłe spakuj to co najwazniejsze i odejdz do domu samotnej matki, złóz papiery tak jak kolezanka napisała o rozwod i nastepnie znajdz jakąs prace malego mozesz z czasem zapisac do przedszkola wiem ze to nie takie proste ale postaw sobie ultimatum albo byc upokarzana,bita i wykorzystywana albo widziec jak twoje dziecko nabiera z czasem złych obrazow ktore odbija sie na jego psychice tak nie mozna musisz go ratowac od tego tyrana musisz byc twarda i stanowcza walczyc o swoje prawa,nie jestes jego wlasnoscia ani przed ani po i w trakcie małzenstwa,slub to papier nic wiecej. Jezeli on zneca sie psychicznie musisz zgłosic to najlepiej jak najszybciej. Moja siostra była tak traktowana przez męza i uwiez mi odeszła pękła gdy przy jej dzieciach on przeciągnął ja przez cały dom za włosy bił ja wtedy gdy miał zły humor odbiło sie na dzieciach oczywiscie. Zostawiła go wyszła w wlasnego mieszkania w tym co miała pod reka teraz jest szczesliwa matka załozyla ponownie rodzine zdobyla prace i stanowisko ja wiem ze czasami jestesmy przysunieci pod sam mor ale uwież mi to od nas samych zależy jak bedzie w przyszłosci wygladało nasze zycie, nie od meza rodziny czy znajomych tylko od nas samych,kurde gdybym mogła pomogłabym nie piszac tylko działajac:) na razie pozostawiam wytrwałosci i powodzenia trzymam ze dasz rade i odejdziesz ale to tylko zalezy od ciebie:) 5 Odpowiedź przez mary3939 2014-05-29 09:58:27 mary3939 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-05-26 Posty: 19 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Walcz o siebie i o synka. Walcz o to, by miał godne życie. Za każdą cenę. 6 Odpowiedź przez uśmiech34 2014-05-29 10:08:56 uśmiech34 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-05-16 Posty: 17 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Nie obraź się że to powiem, ale uważam że od początku postawiłaś sobie wysoko poprzeczkę, miałaś jakiś wypaczony obraz idealnej rodziny, bądź też to on , albo ktoś z waszych najbliższych tym wszystkim kierował.....nie wiem , bo nie piszesz o tym, więc się domyślam. Chciałabym Ci coś doradzić, ale mimo wszystko mi trudno. Na pewno jest nie fair, że On tak się do Ciebie odzywa, ubliża Ci....tak naprawdę nie wiem czy ty sama sobie na to pozwalasz, czy go do tego prowokujesz czy coś innego. Zastanów się hekate222 czy tak chcesz żyć ? 7 Odpowiedź przez Byla_Narzeczona 2014-05-29 12:47:00 Byla_Narzeczona Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-02-27 Posty: 1,261 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!! Bardzo mi przykro było to czytać Nieważne, że nie pochodzisz z bogatej rodziny, Twoi rodzice na pewno kochają Ciebie i wnuka i przyjmą Cię pod swój dach, wspólnie jakoś dacie sobie radę. Na początku może być ciężko, ale sąd ustali alimenty, poza tym znajdziesz pracę i zacznie się układać. Ważne tylko, byś się nie załamała, nie wracała do niego (może stosować łzawe sztuczki lub zastraszenia i szantaże, gdy mu się w końcu postawisz i odejdziesz), bo żyjesz aktualnie ze strasznym toksykiem, który potrafi Tobą pięknie dla syna lepiej, by był on tylko weekendowym tatusiem (lub zupełnie się odciął, jeśli tak uzna), bo dobrego męskiego przykładu nie da wyzywając jego matkę, a jego strach rekompensując poprzez pieniądze i prezenty. Oby tylko nie przyszło mu do głowy kontynuować wciskania dziecku kitu podczas widzeń okraszając to wszystko miłymi dla dziecka podarunkami... A coś mi się wydaje, że człowiek jego pokroju jest do tego zdolny. Zabiję się z miłości do ciebie. Gdybym kochała siebie, zabiłabym ciebie. 8 Odpowiedź przez nicola285 2015-07-20 15:55:02 nicola285 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-20 Posty: 1 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Witam! od 2 lat przechodzę tragedie ale teraz tak naprawdę czuje że już nie wytrzymam tak dłużej. Mój maż jak się zdenerwuje zaczyna mnie wyklinać bić poniżać itd. Na początku jego ataków wyzywał od suk potem od kurw dziwek szmat ale za każdym razem przepraszał że już nię będzie trwało to może dwie godziny jak sie wkurzył to dalej to samo!!! Po jakimś czasie zaczął mnie bić jak i z wyklinaniem było na początku lękko potem coraz mocniej i mocniej. Mam siniaki na całym ciele prawie. uderza mnie w twarz ale rzadko bo boi się że ktoś zauważy. Jak mnie uderzy w twarz to wyglądałam okropnie opuchlizna trzymała się tydz czasu a potem mniej i wcale. mówił że mu ciężko ja go chce wspierać ale on ani nie romantyczny ani nie czuły jak bym go przytuliła to by mnie odepchnął. Uderzył mnie po pijanemu w trakcie jak kierowałam samochodem o to że dziecko spało ściszałam muzykę a on coraz głosniej ja protestowalam bo dziecko i ściszyłam on mnie uderzył w twarz aż zemdlałam nie jak odzyskałam przytomność on był za kierownicą. Napewno mnie ciągnął za włosy bo odczuwałam to.... innym razem jak pokłociłam się z nim w miszkaniu tak mną rzucił o sciane i podłoge że wstać nie mogłam. coś z kegosłupie się stało plakał przepraszał że już się to nie powturzy zadzwonił po moją siostre i powiedział że z łuszka spadąłm i wstać nie mogę, przyznałam do siostry że to prawda bo obiecał że już nigdy mnie nie uderzy, ale to było tylko kłamstwo. Jak chciałam od niego odejść mówił że się zabije i będe miała go na sumieniu... albo się smieje gdzie pójdziesz jak w obcym miejscu jesteś... Nie wiem co robić teraz? chce odejść od niego a z drugiej strony go kocham mocno.. on nie ma szacunku do nikogo wszystkich zle traktuje ...... chce żeby mój syn miał ojca,ale nie z takim charakterem.... Czy mam go zostawić czy pomóc mu sie zmienić zapisać na jakąś terapie czy coś? czy go możne jeszcze zmienić? ALE JAK? DZIĘKUJE ZA ODPOWIEDZI.. 9 Odpowiedź przez Ola_la 2015-07-20 17:16:32 Ola_la Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-02-18 Posty: 6,677 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Nicola czekasz az pewnego dnia albo ciebie zabije albo twale okaleczy a dziecko pojdzie do domu dziecka? 10 Odpowiedź przez ZwykłyFacet 2015-07-20 17:29:07 ZwykłyFacet Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-07-10 Posty: 1,927 Wiek: 31 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!! 11 Odpowiedź przez KaktusTX 2015-07-20 17:40:14 Ostatnio edytowany przez KaktusTX (2015-07-20 19:43:43) KaktusTX Net-facet Nieaktywny Zawód: Inzynier Zarejestrowany: 2015-05-12 Posty: 222 Wiek: 45 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!! Niedawno przeczytalem ksiazke "The Gift of Fear" by Gavin de Becker. Jest tam caly rozdzial poswiecony kobietom bitym przez malzonkow. Utkwil mi w pamieci ostatni paragraf w tym rozdziale w ktorym autor opisal historie kobiety o imieniu byla regularnie bita przez swojego meza. Maz potem przepraszal, ona mu wybaczala i tak w kolko. Pewnego dnia zdecydowala sie pojsc na policje z posiniaczona twarza zeby zlozyc raport. Myslala ze policjanci z mezem porozmawiaja i ten cykl przemocy sie skonczy. Nie wiedziala, ze policjanci dostaja taka mase raportow codziennie ze sa kompletnie posterunku otrzymala formularz do wypelnienia. Sierzant wreczajacy ten formularz powiedzial jej: "Wypelnisz ten formularz po czym powrocisz do swojego meza. Nastepnym razem ja bede szukal tego raportu gdy bedziesz zamordowana". Te slowa otrzezwily ja i pozwolily zmienic jej zycie. Odeszla od meza. Z wyjątkiem dzieci, każdy ma takie życie na jakie zasługuje. 12 Odpowiedź przez Ema1 2015-07-31 08:46:37 Ema1 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-06-16 Posty: 21 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Jak mogła Twoja matka mieszkanie zapisać na zięcia?!!!!! To się w głowie nie mieści!!! Czy nie miała zaufania do własnej córki???? 13 Odpowiedź przez Ema1 2015-07-31 08:53:52 Ema1 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-06-16 Posty: 21 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Przepraszam! to jego mieszkanie a nie przeczytałam. Jednak mimo wszystko wyprowadzaj się od niego jak tu na forum rzadko i nie umiem usunąć 14 Odpowiedź przez takasobiemamuśka 2015-08-07 20:12:29 Ostatnio edytowany przez takasobiemamuśka (2015-08-07 20:15:25) takasobiemamuśka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-05-13 Posty: 2,187 Wiek: 42 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Obie dziewczyny...piorunem pozwy o rozwód z orzekaniem...z winy mężaAutorko tematu.... Nie martw się,że nie będziesz miała za co żyć ...w pozwie zaznacz, że wnosisz o adwokata z urzędu, bo nie pracujesz zawodowo, wnosisz o zasądzenie alimentów na synka i alimentów na siebie, bo pogorszy się Twoja sytuacja finansowa, życiowa...i masz do tego prawo...warto zgłosić się do MOPS u i poprosić o pomoc i dom samotnej matki ze względu na agresję i obelgi, poniżanie, dręczenie psychiczne...i najważniejsze...nagraj kilka takich akcji byś miała domu samotnej matki jest dostęp do psychologa...prawnikaA kobitko bita przez męża...dzwonisz przy pobiciu, czy jakiejkolwiek agresji na policję, prosisz o interwencję bo jest zagrożone Twoje zdrowie i życie ...uciekasz od niego. Dziewczyny...na co Wy czekacie???Chcecie normalnie żyć?To powalczcie o siebie i swoje życie...nikt za Was tego nie zrobi... 15 Odpowiedź przez cassieklark 2015-09-01 23:41:41 cassieklark Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-08-28 Posty: 24 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Dziewczyny, oprócz rozstania, proponuję terapię, która pomoże stanąc na nogi. bo umówmy się, to nie jest tak, że odejdziesz i już jest świetnie. Przychodza rózne stany emocjonalne. Raz siła, potem beznadzieja. Terapia pomoże złapac pion. Pomocna możze byc grupa wsparcia, może krąg kobiet? W kobietach jest duża siła. Warto z niej korzystać, to tak jak na tym forum.:) 16 Odpowiedź przez Szlachcic 2015-09-02 04:02:49 Szlachcic Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-08-22 Posty: 4 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!! Preludium do zmian często jest zastanowienie się dokąd zmierza to wszystko "mój obecny tryb życia"Ja cię wyręczę w tych przemyśleniach i ci powiem do to do tego że nawet jak pozwiesz go o rozwód a on nadal chce z tobą być z jakiegoś powodu - będzie obiecywał, że się zmieni - ty uwierzysz to i tak oto ci przelecą kolejne bez straty - ponieważ aktywem kobiety jest jej wygląd a faceta środki finansowe - TWÓJ wygląd będzie odchodził wraz z wiekiem a ty będziesz tkwić u boku prymitywa i cierpieć z "nadzieją na lepsze jutro i zmiany"Otóż zmian nie będzie a ty pewnego dnia w wieku 55 lat zdasz sobie sprawę, że zmarnowałaś swoją szansę na znalezienie partnera lepszego, kiedy naprawdę masz ku temu lepsze warunki (czyli jak wspomniałem wcześniej - jak jesteś młodą kobietą - bo młode są bardziej pożądane)Znam takiego człowieka, który wiedział od 30 lat że go żona zdradza i ignorował to - było parę separacji, ale ta groziła mu że się zabije itd, że się zmieni i uwierzył jej - oczywiście nic się nie zmieniło a on zmarnował sobie 30 lat u boku kogoś kto ma wyje... na jego uczucia, bezczelnie go zdradzając u niego w więc aby się zmotywować do zmian jakiś - spójrz w swoją przyszłość i zastanów się do czego to cię zaprowadzi jak będziesz żeby było jasne - jestem anty-feministą - ale to o czym napisałaś to zwykła patologia i żenada a nie związek - zdaj sobie z tego sprawę, że jako kobieta (intelektualnie ustępująca mężczyźnie istota, posłuszna mu) nie możesz tkwić w takiej patologii - ludzie się wiążą w pary, aby odnosić obopólne korzyści a nie aby się męczyć - większość kobiet po 3 fali feminizmu nie jest szczęśliwa, bo rozkapryszone bachory nigdy nie są - tutaj jednak mamy do czynienia z czymś innym - nie jesteś rozkapryszoną księżniczką tylko ofiarą własnej głupoty tkwiąca w związku z toksycznym, debilnym chciałoby się powiedzieć "nie jesteś szczęśliwa - to znaczy że coś nie tak jest z facetem" - ale nie powiem tego, bo w większości przypadków, to kobiety mają za dużo miodu w pupci (oczywiście ty jesteś wyjątkiem na własne życzenie)I nie zwracaj uwagi na ten bełkot, który tu zapewne zagości, że kobieta w każdym wieku jest atrakcyjna - bzdury - szukaj sobie partnera teraz, kiedy jesteś młoda i postaw przed nim jakieś wymagania i wymagaj też od siebie (bo jak nie będziesz dawać nic facetowi poza ciałem to będziesz dla niego tylko obiektem seksualnym - to dla niektórych wygodne, ale zastanów się czy ci to pasuje) 17 Odpowiedź przez ja2844 2017-06-29 20:20:28 ja2844 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-06-29 Posty: 1 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!witam. jak maz Ciebie zle traktuje i wyzywa. nagrywaj to na telefon zebys miala dowod. o przemocy psychicznej. . dzwon na policje. i zglos do dzielnicowego oni ci pomogą zalozyc sprawe i znecanie sie i byc moze bedzie musial opuscic mieszkanie. Dom samotnej matki nie pomoze tobie tam mozesz byc do 3 miesiecy i za pobyt trzeba zaplacic. rozwod ci nic nie da tylko bedziesz sie poniewierac. razem z mozesz dostac na dziecko ale na siebie sad nie zawsze da. . zamiast rozwodu to zaloz sprawe o znecanie sie psychiczne 18 Odpowiedź przez netkobietka83 2017-06-29 23:48:01 Ostatnio edytowany przez netkobietka83 (2017-06-29 23:52:25) netkobietka83 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-11-01 Posty: 201 Wiek: 36 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!!Gdy mężczyzna nie ma szacunku do swojej kobiety, to tak jakby ją w tym momencie uderzył i wraz z tym czynem obciął sobie jaja. To jest dupa, nie facet. Poniża kobietę żeby pokazać jakiej to On nie ma władzy i dominacji nad nią. Ktoś taki nie jest wart tracenia na niego swojego czasu. Najlepiej od takiej osoby się jak najszybciej odciąć. Pierwsze co, to bym spakowała wszystkie swoje rzeczy i wyprowadziła się jeśli jest jakaś możliwość. Jeśli nie ma możliwości, to poszukałabym jakiejś pracy żeby zapewnić sobie jakiś start. W między czasie dupkowi złożyłabym pozew o rozwód. Niech poczuje że zabawa w "kto tu rządzi" się skończyła. Cwaniak myśli, że jak ma mieszkanie na siebie i zarabia kasę za granicą to jest królem i będzie traktował kobietę jak popychadło i gówno. Sam jest chodzącym żałosnym gównem, które ma o sobie niskie poczucie własnej wartości i dlatego ubliża kobiecie (która według takich jak On jest słabszym ogniwem), żeby poczuć się lepiej. Kopnij Go porządnie w dupę, aż niech poczuje gdzie jest Jego właściwe miejsce. Jeszcze bym dokładnie przeprowadziła wywiad środowiskowy kto tu kogo tak naprawdę "wy - ruchał" za plecami (za granicą) i w sądzie załatwiła gnoja. Takie typy mają zawsze dużo za uszami. I następnym razem nie popełniaj tego błędu, że mieszkasz z facetem pod Jego dachem, bez pracy, odgrywając rolę tylko gospodyni domowej. W razie gdyby się coś nie udało to Ty zostajesz z niczym. Myśl o sobie, trzeba być trochę egoistycznym. Zrób wszystko i dąż do tego żeby mieć w przyszłości swoje własne mieszkanie. W takiej sytuacji zawsze będziesz miała gdzie wrócić i powiedzieć sobie "jestem na swoim, jestem u siebie" i nikt nie może Ci nic powiedzieć. Sobie i Twojemu dziecku zapewnisz poczucie bezpieczeństwa. 19 Odpowiedź przez reniabug 2017-06-30 12:33:04 reniabug Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-06-30 Posty: 33 Wiek: 24 Odp: Mąż wyzywa mnie i upokarza. Mam dość!POMOCY!!! ja bym od niego uciekała jak najdalej! HELLO! Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź FORUM PORTALU warto rozmawiać... Moj maz wraca z terapii, co dalej???? Autor Wiadomość Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Nie 27 Mar, 2011 21:44 Moj maz wraca z terapii, co dalej???? Witam. Jestem Alicja, mam 34 lata i jestem wspoluzalezniona. Moj maz za 3 tygodnie wraca z terapii zamknietej, a ja zaczynam panikowac... Ale po kolei. Znamy sie z moim mezem 8 lat. Zawsze niepokoil mnie jegostosunek do uzywek. Niby nie pil duzo ani czesto, ale nie jest dla mnie normalne gdy dorosly czlowiek juz od srody cieszy sie , ze w sobote wypije. Dwa lata temu, nasze malzenstwo nagle strasznie sie pogorszylo. Nie bylo klotni ani awantur. Mojemu mezowi przestalo po prostu na czym kolwiek zalezec. Lezec na kanapie i wszystko miec gdzies - to bylo jego zajecie. Gdy postanowilam odejsc przyznal mi sie do uzaleznienia. Nie byl to alkohol, ale leki opioidowe. Tu dodam, ze od tygodni siedze w internecie i czytam o wspoluzaleznieniu, probujac znalezc cos odpowiedniego dla mnie. To forum mnie zachwycilo i mysle ze rodzaj uzaleznienia nie ma tu znaczenia, ja moze nie obwachiwalam, tylko zagladalam w zrenice, a tak to te same problemy... No i postanowilam zostac z moim mezem i sprobowac. Na poczatku naszej drogi bylismy strasznie naiwni. Wiedzielismy, ze nie obejdzie sie bez terapii, NA, terapia ambulantna. Gdy pierwszy raz zlapalam go na braniu, powiedzialam o problemie jego rodzicom i moim, kupilam drugi kosz do lazienki, skonczylo sie pranie, prasowanie, obiadki do pracy. Myslelismy ze "jak kocha to przestanie", w naszym przypadku zadziala. Probowalam kontroli - co przynosilo odwrotny skutek i w koncu decyzja - terapia zamknieta, zmiana pracy (w pracy maz mial dostep do lekow). No i teraz wyglada to tak - maz od trzech miesiecy jest w osrodku zajmujacym sie uzaleznieniami (wszelkimi). Umowilismy sie, ze zrobimy sobie przerwe i zajmiemy sie soba- zapisalam dzieci na basen, zmienilam fryzure, kupilam kosmetyki, nowe ciuchy, wychodze, umawiam sie z ludzmi, odzylam. Od pewnego czasu dzwonimy do siebie. Moj maz jest hmm.. inny. Bardzo duzo pracuje nad soba, wyciaga z tej terapii co sie da. Nie wydaje mi sie ze sa to tylko slowa. Rzucil np. palenie - aby aktywnie walczyc z nalogiem i cala teorie przerzucac na praktyke. Juz teraz zlozyl papiery do urzedu zdrowia aby nie miec przerwy i od razu wpasc w terapie ambulantna, zlozyl wypowiedzenie w pracy. Wszystko wyglada dobrze. Ostatnio mial trzy dni urlopu i byl w domu. Nie umiem nie patrzyc mu w oczy, ciagle automatycznie sprawdzam mu zrenice, gdy wychodzi wyrzucic smieci mam ochote go obwachac (gdy nie mial lekow pil po kryjomu). Co robic? Moj maz twierdzi, ze najwazniejsza jest rozmowa, nie dusic w sobie zlych emocji i na biezaco rozmawiac. Boze, tylko po tych wspolnych dniach okazalo sie ze tych emocji jest we mnie wiecej niz myslalam. Boje sie ze go nimi przytlocze... Jak to przetrwac??? Przez rok szarpalam sie, zagubilam, wazny byl on i jego problemy, schudlam, postarzalam sie. Teraz odnalazlam na nowo chec do zycia, spokoj, cierpliwosc do dzieci. A on ma wrocic... Marzylam przez rok o trzezwym mezu, a jak ma wrocic boje sie. jerry przyjaciel forum Pomógł: 177 razyDołączył: 21 Maj 2008Posty: 9202 Wysłany: Pon 28 Mar, 2011 07:27 Hej Alka Zajęłaś się sobą, ale tak ... powierzchownie. Fryzura, kosmetyki i basen dla dzieci są dobre dla poprawienia sobie samopoczucia, ale nic nie robią z tym co tkwi w środku. Przypudrowałaś tylko problem i on teraz wyłazi na wierzch, a ty się boisz. Mają swoją terapię uzależnieni, mają też osoby im bliskie. Tam uczą się jak żyć bez strachu przed każdym dniem u boku uzaleznionego męża/żony. Pozdrawiam - Jerry Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Pon 28 Mar, 2011 09:49 No wlasnie terapia. Z tym niestety mam problem. Mieszkam w Niemczech i bariera jezykowa jest dla mnie przeszkoda. Owszem dogadam sie, ale nie wyobrazam sobie terapii ze slownikiem na kolanach. No nic, w sobote jade do meza na seminarium dla rodzin i tam wyprobuje swoje zdolnosci jezykowe... Moze jest lepiej niz mi sie wydaje? Kilka miesiecy temu nie wyobrazalam sobie, ze dam rade sama przez tak dlugi okres. Dalam. A na razie czytam, rozmawiam, szukam. Dlatego tez jestem tu na forum i na razie probuje korzystac z wiedzy innych "terapeutowanych". I mam nadzieje na troche wsparcia i na rozjasnienie metliku w glowie. Czy ktos moze polecic mi literature - bo na razie korzystam glownie z internetowej - ale to sa raczej broszury i artykuly, ktore te broszury cytuja... Pozdrawiam- Alka jobael[Usunięty] Wysłany: Wto 05 Kwi, 2011 22:05 Alka napisał/a: Nie byl to alkohol, ale leki opioidowe. Tu dodam, ze od tygodni siedze w internecie i czytam o wspoluzaleznieniu, probujac znalezc cos odpowiedniego dla mnie. To forum mnie zachwycilo i mysle ze rodzaj uzaleznienia nie ma tu znaczenia, ja moze nie obwachiwalam, tylko zagladalam w zrenice, a tak to te same problemy.. Każde uzależnienie, to takie same mechanizmy. Trudniej jest jednak gdy jest uzależnienie krzyżowe /leki i alkohol/, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Napisałaś, że mężowi bardzo zależy na odstawieniu wszelkich uzależnień i rzucił także palenie,, co moim zdaniem świadczy o jego determinacji. Alka napisał/a: Teraz odnalazlam na nowo chec do zycia, spokoj, cierpliwosc do dzieci. A on ma wrocic... Marzylam przez rok o trzezwym mezu, a jak ma wrocic boje sie. To normalne, że czujesz niepokój. Poukładałaś sobie życie po swojemu, a tu mąż wraca i przed Wami wielka niewiadoma. Jeśli jednak dałaś mężowi szanse przed leczeniem, to tym bardziej teraz, gdy być może trwale uporał się ze swoimi uzależnieniami. Jednak niebezpieczeństwo powrotu istnieje i myślę, że mąż nie zakończy swojego leczenia na tym, które kończy. Powinien iść dalej i wciąż się 'udoskonalać'. Na to potrzeba dużo czasu, żebyście oboje nauczyli się żyć po nowemu. Fatalnie składa się, że Ty nie możesz korzystać równolegle z pomocy fachowej, bo to o czym napisałaś wygląda na duże współuzależnienie. Mam jednak nadzieję, że sobie poradzicie. Pozdrawiam. kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Śro 06 Kwi, 2011 10:49 Alka napisał/a: Czy ktos moze polecic mi literature - bo na razie korzystam glownie z internetowej na początek: "Małżeństwo na lodzie" "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie "Potęga podświadomości" J Murphy Ale tez dobre są książki: "Bunt ciała" "Kobiety, które kochają za bardzo" "Toksyczne namiętności" Dużo ciekawych arykułów pozdr _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Śro 06 Kwi, 2011 21:00 Dzieki za literature, na poczatek zamowilam "malzenstwo na lodzie". Jestem wlasnie po trzydniowym seminarium dla rodzin. Bylo to dla mnie niesamowite uczucie. Mialam ogromny stres zwiazany z bariera jezykowa- i zupelnie nie potrzebnie. Przez pierwsze 2 miesiace terapii meza, zrobilismy sobie przerwe. Ale od pewnego czasu duzo rozmawiamy i wlasciwie wydawalo mi sie, ze niczym sie nie zaskoczymy. Jednak mowienie bezposrednio do siebie przy innych, ktorzy moga podzielic sie swoimi spostrzezeniami - to co innego. I szczerosc. Koniec okresu ochronnego. Moj maz wykonal w klinice kawal roboty, widze jego chec zmiany i...ogromny strach przed odpowiedzialnoscia. Najwiecej przestraszylo go moje postanowienie o zaprzestaniu kontroli i szantazu (jeszcze raz i cie zostawie). Robilam to przez ostatni rok czesto, za czesto... jobael napisał/a: Fatalnie składa się, że Ty nie możesz korzystać równolegle z pomocy fachowej, bo to o czym napisałaś wygląda na duże współuzależnienie. No i po tym seminarium znalazlam sobie grupe dla wspoluzaleznionych Al Anon, w piatek ide na pierwsze spotkanie. To na poczatek. Jestem bardzo swiadoma swoich problemow, doskonale tez wiem co powinnam robic i jak sie zachowac w roznych sytuacjach - ale wiedziec - a robic to - to dwie rozne sprawy i do tego potrzebuje wsparcia. Czy taka grupa wystarczy? Czy powinnam miec terapeute? jobael napisał/a: Jednak niebezpieczeństwo powrotu istnieje i myślę, że mąż nie zakończy swojego leczenia na tym, które kończy. Powinien iść dalej i wciąż się 'udoskonalać'. Maz wraca na terapie ambulantna, ktora mial przed stacjonarna - raz w tygodniu terapeuta i grupa, do tego wyjazdy, zajecia sobotnie - to ma zapewnione przez rok, co potem to jeszcze nie wiemy - czy NA, czy cos wiecej. Po tym seminarium jestem jakas spokojniejsza, i pewniejsza siebie. Pierwszy raz powiedzialam NIE kontroli i presji i terapeta zapowiedzial, ze przez dwa tygodnie beda to przerabiac. I zaczelam cieszyc sie na jego powrot... jobael[Usunięty] Wysłany: Czw 07 Kwi, 2011 20:05 Alka napisał/a: I zaczęłam cieszyc sie na jego powrót... Może zaskoczył i już będzie inne życie. Inne ale wcale nie łatwiejsze, bo trudna droga przed Wami. Powodzenia. Ameise przyjaciel forum Pomogła: 166 razyDołączyła: 15 Sty 2009Posty: 1729Skąd: Warszawa Wysłany: Sob 09 Kwi, 2011 23:28 Alka napisał/a: znalazlam sobie grupe dla wspoluzaleznionych Al Anon, w piatek ide na pierwsze spotkanie. To na poczatek. Jestem bardzo swiadoma swoich problemow, doskonale tez wiem co powinnam robic i jak sie zachowac w roznych sytuacjach - ale wiedziec - a robic to - to dwie rozne sprawy i do tego potrzebuje wsparcia. Czy taka grupa wystarczy? Czy powinnam miec terapeute? Cześć Alka, jak wypadło spotkanie w piątek? Co do tego, czy AA czy terapeuta, może spróbuj pochodzić i tu, i tam, a potem zdecydujesz, co daje ci jedno i drugie (lub oba na raz, jeśli dasz radę). Ja wybrałam tylko terapię, to było jak balsam dla zbolałej duszy i to nie tylko ze względu na alkoholizm męża, ale i z powodu starych ran z przeszłości. Terapia to trochę taka szkoła życia: uczymy się rozpoznawać, nazywać i wyrażać swoje uczucia, zaczynamy brać odpowiedzialność za to, co się z nami i wokół nas dzieje, doroślejemy... po prostu same pozytywy. Pozytywne zmiany z pewnością zaowocują też w zważ, że Twój mąż przechodzi przemianę. Przestanie mieć "zespół odstawienny", więc i Ty mogłabyć zmienić się w taki sposób, żeby "zespół abstynencji" nie był destrukcyjny dla związku, czyli żebyś swoimi zachowaniami nieświadomie nie podtrzymywała tego, co powinno się już skończyć. I jeszcze to, co napisałaś: wiedza to jedno, ale umieć tę wiedzę i co najważniejsze mieć odwagę ją zastosować, to już zupełnie inna para kaloszy! _________________"Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach, gdy inni wybierają obłąkanie". "Obłęd: powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów." Ostatnio zmieniony przez Ameise Sob 09 Kwi, 2011 23:35, w całości zmieniany 1 raz Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Pon 11 Kwi, 2011 21:25 Ameise napisał/a: jak wypadło spotkanie w piątek? Piatkowe spotkanie niestety nie wypalilo, bo moje dzieciaczki (3 i 6 lat), pochorowaly sie okropnie i nikt nie mial ochoty z nimi zostac (choroba zamienia je w male, marudzace diabelki, wiec sie nie dziwie... ). W ten piatek tez nie dam rady, bo ide na spotkanie mlodych mamus (naleze z moja corka do takiej grupy - raz w tygodniu spotykamy sie z dziecmi i mamy zajecia (i plotki ). I tym razem spotykamy sie wieczorem bez dzieci. Dla mnie to okazja do wyjscia ze skorupy, nawiazania znajomosci -czyli tez troche jak terapia. A za dwa tygodnie Wielki Piatek, i w Niemczech jest to dzien wolny - i tak niestety troche mi sie opoznia moja terapia. Ale dzialam. Nie siedze w miejscu i co krok sobie uswiadamiam ogrom mojego wspoluzaleznienia. Wczoraj powiedzialam mojemu mezowi : tylko nie zapomnij zadzwonic do pracy wziac urlop do konca miesiaca (od pierwszego zmienia prace) i odrazu wlaczyla mi sie czerwona lampka(kobito: on jest dorosly!!!). Nie jest latwo wykorzenic stare nawyki, ale przynajmniej natychmiast sie zorientowalam i poprosilam, aby mi zwracal uwage jak mu matkuje...Ale mam tez rozne dylematy. Mysle o sobie, staram sie stawiac moje potrzeby na pierwszym miejscu (gdy dzwoni maz opowiadam o tym co sie u nas wydarzylo a nie pytam jak jeszcze niedawno: jak sie czujesz ? Co u ciebie)... Ale czasem zadaje sobie pytanie gdzie konczy sie zdrowe dbanie o siebie i swoje potrzeby a zaczyna niezdrowy egoizm??? Moj maz wraca w piatek, a ja wychodze sobie do kolezanek. Jaki komunikat przekazuje? Czy: to dla mnie wazne, uszanuj to, czy moze: mam cie gdzies? Ten dylemat rodzi kolejny: zadaje sobie to pytanie bo: jestem kochajaca zona? czy dlatego, ze znowu gore bierze moje wspoluzaleznienie? I jestem w kropce. Isc czy nie isc? Oto jest pytanie! W kazdym razie w tym miejscu chce podziekowac tym, dzieki ktorym to forum istnieje, bo mi bardzo ono pomaga. Czytam wieczorami rozne historie, ktore czasami brzmia jak moja, czasami gorzej, czytam o silnych kobietach, ktore sobie radza, o uzaleznionych, ktorzy nie pija i o tych ktorym kolejny raz sie nie udalo. Biore z tych historii co tylko moge dla siebie. Dzieki Wam zadaje sobie rozne pytania i nie musze popelniac wszystkich bledow i za to bardzo, bardzo dziekuje. kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Wto 12 Kwi, 2011 12:12 Wkurzyłam się na ciebie. Alka napisał/a: Moj maz wykonal w klinice kawal roboty, a ty??? nic!!! Alka napisał/a: W ten piatek tez nie dam rady, bo ide na spotkanie mlodych mamus 6lat starsze dziecko a ty..... młoda mamusia???? Żartujesz, prawda???? Alka napisał/a: znalazlam sobie grupe dla wspoluzaleznionych Al Anon, w piatek ide na pierwsze spotkanie. .....Czy taka grupa wystarczy? Czy powinnam miec terapeute? al-anon to jak.... "opatrunek" na... złamaną nogę. Terapeuta - prawidłowe złożenie kości, gips, leki- czyli konkretne leczenie. Alka napisał/a: Moj maz wraca w piatek, a ja wychodze sobie do kolezanek. Alka napisał/a: I jestem w kropce. Isc czy nie isc? iść!!!! najlepiej na terapię, albo chociaż na ..... alanon!!!!!!!!!!!!! pozdr _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Wto 12 Kwi, 2011 14:00 Halo Kahape. Jak bedziesz wyrywac moje zdania z kontekstu, to zawsze znajdziesz powod zeby sie na mnie zdenerwowac. Dwa miesiace temu, nie wiedzialam co to jest wspoluzaleznienie i ze to sie leczy. Jak sie w tym siedzi - to wszysko wydaje sie oczywiste - ale dla mnie to jest nowe. Bylam na seminarium dla rodzin, zamowilam ksiazki, szukam informacji juz nie o chorobie mojego meza i o tym jak mu pomoc - ale o tym jak sobie pomoc, znalazlam grupe, staram sie pracowac nad soba. Moze inni robia wiecej, ale ja jestem na poczatku i dlatego tez jestem tutaj i pytam. Zdalam sobie sprawe z mojego wspoluzaleznienia i nie zostawiam tego tak sobie. To nie jest nic. kahape napisał/a: al-anon to jak.... "opatrunek" na... złamaną nogę. Terapeuta - prawidłowe złożenie kości, gips, leki- czyli konkretne leczenie. Gdy czytam tu rozne wypowiedzi - czasem mam metlik w glowie - mam wrazenie, ze Al Anon dla wielu jest terapia i to jedyna - stad moje pytanie. Odpowiedzialas. Dziekuje - poszukam terapeuty. Cytat: 6lat starsze dziecko a ty..... młoda mamusia???? Żartujesz, prawda???? Nie nie zartuje. Na grupie jest tylko jedna mlodsza odemnie mama. Mamy maksymalnie trzyletnie dzieci (te najmlodsze) i czujemy sie mlode... Nie wiem czemu akurat to stwierdzenie Cie wkurzylo. Moje wyjscie - przez lata nigdzie nie wychodzilam. Jest to dla mnie wazne. I trudne. Trudniejsze niz Al Anon. Bo na Al Anon wiem o czym mowic, nalogi, wspoluzaleznienie to moje zycie. Ale tak sobie rozmawiac... jak to sie robi? Dzisiaj sie dowiedzialam, ze w listopadzie zmarla 12 letnia corka moich sasiadow, a ja nie zauwazylam, ze jej juz nie ma. Tak sie zamknelam. Dla mnie nie sa to tylko plotki ale rozbijanie mojej skorupki. Nie znam tu nikogo (przeprowadzilismy sie niedawno) i jestem samotna, bardzo samotna... Ameise przyjaciel forum Pomogła: 166 razyDołączyła: 15 Sty 2009Posty: 1729Skąd: Warszawa Wysłany: Wto 12 Kwi, 2011 14:26 Alka, Twoje "trzeźwienie" musi być dla Ciebie priorytetem, potem reszta, czyli spotkania z młodymi mamami i wszystko inne, które oczywiście też jest ważne. Ale Twoje wyzdrowienie ist die höchste Priorität. Na terapii podpisuje się dlatego tzw. kontrakt. Chodzi o to, że zobowiązujesz w ten sposób samą siebie do zrobienia wszystkiego, aby wyzdrowieć. Często ludzie wymyślają sobie 1000 powodów, dla których rzekomo "nie mogą" chodzić. Sama tak na początku miałam, nie rozumiałam, co terapia miałaby mi dać patrz wątek u góry strony "Co Cię skłoniło do pójścia na terapię". Ale kiedy się zorientowałam, że to jest moja ostatnia i jedyna deska ratunku przed popadnięciem w obłęd, doprowadziłam do przeorganizowania planu pracy kilku osób, żebym tylko mogła uczestniczyć w zajęciach.:-) Więc to jest tak, że kto chce szuka sposobu, a kto nie chce szuka powodu... Jak już się troszkę poterapeutyzujesz, to odpowiedź na swoje "szekspirowskie" pytanie typu oraz wykładnię znaczeniową swojej decyzji znajdziesz w sobie. BTW oczywiście IŚĆ na spotkanie AA i znaleźć terapeutę. _________________"Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach, gdy inni wybierają obłąkanie". "Obłęd: powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów." kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Wto 12 Kwi, 2011 14:49 Alka napisał/a: Bo na Al Anon wiem o czym mowic, nalogi, wspoluzaleznienie to moje zycie. na terapii nie będziecie rozmawiać o alkoholiźmie... To nie jest twoja sprawa, twój problem tylko męża. Na twojej terapii będziesz najważniejsza tylko i wyłącznie.... TY SAMA!!!! To.... piękne uczucie, zapewniam cię. Alka napisał/a: jestem samotna, bardzo samotna... przestaniesz być samotna. Czego ci bardzo życzę i pozdrawiam _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Sob 25 Cze, 2011 17:04 Witam wszystkich. Dawno mnie tu nie bylo, duzo sie przez ten czas wydarzyło. Ale już znam odpowiedź na moje pytanie w temacie. Co dalej??? Jak tylko mąż wszedł do domu zrobił sobie kawe, prze całą terapię pił tylko herbaty owocowe. Tydzien po terapii pierwszy zakup alkoholu. Bez paniki z mojej strony, spokojna rozmowa, dlaczego, co sie wydarzyło jak temu zapobiec, rozmowa z terapeutą (mąż rozmawiał ze swoim, ja ze swoim - bo ostatecznie postarałam sie o własnego). Niestety mogłam tylko patrzeć, jak mąż wraca w stare ramy, nie patrzenie w oczy, unikanie rozmów, wchodzenie przez ogródek, pobudzenie, wycofywanie się. Byłam bezradna. Pierwszy raz w życiu nie kontrolowałam, nie przeszukiwałam rzeczy, chociaż wiedziałam.... Półtora miesiąca po terapii mój mąż poszedł z dziećmi do sklepu. Niósł córke na barana, syna trzymał za rękę gdy dostał ataku epileptycznego. Szczęsciem, córka wpadła w żywopłot. Syn krzyczał, mój tatuś nie żyje. A on przedawkował lek opioidowy. Załamałam się... Wpadłam w czarną dziurę. Nic nie pomagało, znowu kłamstwa, nie przyznawanie się, moje wątpliwości, jego przysięgi, łzy. Przypadkiem, w koszu na bieliznę, znalazłam papierosy. Gdy się go zapytałam czy pali, patrząc mi w oczy powiedział zdecydowane NIE. Wątpliwości opadły. Usiadłam przy komputerze i zamówiłam trzy bilety na samolot. Od dwóch tygodni jestem w Polsce, z trzema walizkami, na dwóch pokoikach u rodziców. Znalazłam psychiatrę, który polecił mi dobrego terapętę dla współuzależnionych. Mam pracę, przedszkole dla dzieci, prawnika. Na razie ulga nie przyszła, wiem, że zrobiłam dobrze, że dzieci są bezpieczne, psychiatra nazwał mnie ofiarą przemocy psychicznej i powiedział, że wyrwałam dzieci z narkomańskiego domu. Zrobiłam dobrze, dla mnie i dzieci. Wiem to. Ale gdzieś w głębi duszy.... Ameise przyjaciel forum Pomogła: 166 razyDołączyła: 15 Sty 2009Posty: 1729Skąd: Warszawa Wysłany: Sob 25 Cze, 2011 20:06 Alka, brawo! Nic lepszego nie mogłaś zrobić. Doprawdy. Rozumiem, że to bardzo boli, że masz ogromne poczucie krzywdy, ale nie miałaś innego wyjścia. Alka napisał/a: wyrwałam dzieci z narkomańskiego domu. Zrobiłam dobrze, dla mnie i dzieci. Wiem to. Ale gdzieś w głębi duszy.... Co chcesz przez to powiedzieć? Że jeszcze za mało się stało? Potrzebne Ci byłoby jeszcze większe nieszczęście, żebyś dopiero wtedy przestała mieć poczucie, że ratujesz w ten sposób siebie i dzieci? _________________"Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach, gdy inni wybierają obłąkanie". "Obłęd: powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów." Agrafka przyjaciel forum Pomógł: 5 razyDołączył: 21 Wrz 2008Posty: 324 Wysłany: Sob 25 Cze, 2011 22:37 Alka napisał/a: Zrobiłam dobrze, dla mnie i dzieci. Wiem to. Ale gdzieś w głębi duszy.... Miałam podobne odczucia. U mnie tak zadziałał instynkt samozachowawczy. Wiedziałam ze zrobiłam dobrze, ale jakbym w pełni świadoma tych decyzji nie była. Z czasem przyszedł do mnie spokój, pewność i jasność myślenia. Widze ze jestes obstawiona pomocą i masz zaplecze. To dobrze. Trzymaj sie ludzi. Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Nie 26 Cze, 2011 14:33 Agrafka napisał/a: Miałam podobne odczucia. U mnie tak zadziałał instynkt samozachowawczy. Wiedziałam ze zrobiłam dobrze, ale jakbym w pełni świadoma tych decyzji nie była. U mnie tak zadziałał instynkt samozachowawczy. Właśnie tak się czuję. Nie do końca świadoma swoich decyzji. Słucham psychiatrę, który mówi o przemocy psychicznej, o mężu narkomanie, o patologii. I jakoś nie dociera do mnie, że to o mnie mowa. Chyba tak długo w tym tkwiłam, że to dla mnie "norma". Nałogowiec narkoman - to ktoś brudny, z ulicy, bez pracy, pieniędzy, oszołomiony. A mój mąż jest inteligentnym, przystojnym, pracującym facetem, który ma problem. Tak to we mnie tkwi. A to przecież bzdura kompletna. Ten inteligentny facet - kłamie, manimupuje, wykorzystuje. Nie bije, ale manipulacją niszczy mnie od środka, pozbawia energii i chęci do życia. Teraz wydzwania i mówi jak mu źle bez nas, że ma totalny dół i nie chce mu się żyć. A ja? A ja nie śpię trzy noce, bo mu powiedziałam, że nie żałuję swojej decyzji. Ze nie chce dłużej narażać dzieci żyjąc z narkomanem. Na co on. Dziękuję, tego mi było potrzeba, usłyszeć jakim jestem dnem. Teraz czuję się jeszcze gorzej. No nic. Po to postarałam się o terapeutę, żeby pomógł mi przez to przejść. Żebym uwierzyła w to co i tak już wiem. Nie jestem odpowiedzialna za mojego męża Nie jestem winna jego problemom Nie jestem winna rozpadowi małżeństwa To jest najlepsze rozwiązanie dla dzieci Jestem wartościowym człowiekiem Mam siłę Dam radę!!!!! Ale wiedzieć a uwierzyć w to....Długa droga przede mną... kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Nie 26 Cze, 2011 15:23 Szkoda, że wrócił do nałogu. Nie skorzystał z szansy na nowe życie. Cóż, może to nie był jego czas..... Alka napisał/a: Teraz wydzwania i mówi jak mu źle bez nas, że ma totalny dół i nie chce mu się żyć. było nie ćpać/nie chlać Alka napisał/a: że nie żałuję swojej decyzji. Ze nie chce dłużej narażać dzieci żyjąc z narkomanem. popieram!!! Masz prawo cieszyć się z życia! Bawić się!! Wychowywać swoje dzieci w spokoju i w radości!! Alka napisał/a: Nie jestem odpowiedzialna za mojego męża Nie jestem winna jego problemom mąż jest po terapii, wyuczony, wie wszystko -co i jak? Niech sobie radzi. Alka napisał/a: Jestem wartościowym człowiekiem Mam siłę Dam radę!!!!! Ale wiedzieć a uwierzyć w to... jak to mówiła moja terapka -Na początku jest myśl!!! Powtarzać codziennie aż nauczysz się na pamięć!! Wtedy tak się stanie!!! Dlaczego? Bo ty będziesz tego chciała!! A jeżeli ktoś czegoś chce, pragnie bardzo mocno.... Będzie dobrze. Jesteś silna i mądra babka. pozdr _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Śro 29 Cze, 2011 18:06 Wczoraj byłam na terapii. Bardzo dobrze rozmawiało mi się z moją terapeutką, aż stwierdziła, że jeżeli o mnie chodzi, to pozostaniemy na sesjach indywidualnych, bo w grupie współuzależnionych nie ma ani jednej kobiety które odeszła od męża, więc rozmawiają tam o tematach które mnie nie dotyczą. Nie daje mi to spokoju. Gdzies czai się myśl, że może za szybko się poddałam. Mój jest uzależniony nie tylko od alkoholu, ale tez od opioidów, rokowania są dużo dużo gorsze niż w przypadku alkoholu. Przez rok, który mu dałam, nic się nie zadziało. Brał codziennie, konspirował się coraz bardziej, jak nie brał to pił, a ja po prostu nie dałam rady. Myślę, że przez ten rok - tak na prawdę, to tylko ja chciałam żeby przestał, a on tylko udawał, że jest gotowy. Pić szampana dwa dni po czteromiesięcznej terapii??? To jest gotowość??? On jest synem alkoholika, który dopiero od kilku lat jest suchy. Jego matka, od 30 lat, zostawia go i wraca... Wielokrotnie rozmawialiśmy na temat podobieństwa naszych związków i o tym, że ja nie jestem jego matką i nie dam się wciągnąć w tę grę. Teraz jego mama się nim zaopiekowała, tak jak opiekuje się ojcem. Gotuje, pierze mu, kupuje jedzenie, dwa dni po moim wyjeździe dostał rower za 2000 zł, żeby sobie jeździł to przestanie brać... Jak ja byłam w domu, to nie interesowała się nim zupełnie... Zostawiłam go bo już nie był moim mężem, łączyły nas jakieś patologiczne zależności. Czułam się trochę jak "wszywka"- dzięki mnie nie popłynął. Sama moja obecność była dla niego kontrolą. A ja chciałam być partnerem, kimś z kim dzieli się myślami, imtymnością, mieć kogoś o kogoś będę dbała i mieć kogoś kto dba o mnie. Zostawiłam go też po to, żeby się ogarnął, dorosnął, zadbał o siebie, odnalazł siebie. Jest mi przykro, bo to nigdy nie nastąpii. Ja nie będę miala już męża i to wiem. Ale chciałabym żeby kiedyś dzieci miały ojca... Wiecie co. 1000 km, to ciągle mało...Wyrzucić kogoś ze swojego życia - jest łatwo, z głowy, to już inna historia. kahape napisał/a: Będzie dobrze. Jesteś silna i mądra babka. Potrzebuje to częto słyszeć. kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Czw 30 Cze, 2011 09:58 Alka napisał/a: Potrzebuje to częto słyszeć. masz jak w banku Alka napisał/a: 1000 km, to ciągle mało...Wyrzucić kogoś ze swojego życia - jest łatwo, z głowy, to już inna historia. spoko, pomalutku. Dopiero co przewróciłaś swoje życie do góry nogami. Alka napisał/a: Wczoraj byłam na terapii. Bardzo dobrze rozmawiało mi się z moją terapeutką, aż stwierdziła, że jeżeli o mnie chodzi, to pozostaniemy na sesjach indywidualnych o! i tu właśnie będziesz zmieniać ustawienia w swojej głowie. Alka napisał/a: Gdzies czai się myśl, że może za szybko się poddałam. tak? za szybko??? Może trzeba było jak teściowa przeżyć z takim człowiekiem 30lat?? Alka napisał/a: Przez rok szarpalam sie, zagubilam, wazny byl on i jego problemy, schudlam, postarzalam sie. to był "tylko" rok! Gdybyś została, dzieci nie miałyby..... ani ojca ani matki. Staniesz na nogi , podniesiesz własne poczucie wartości , zaczniesz żyć , i wtedy zobaczysz.... co prezentuje twój mąż. Będzie dobrze. "Stare" już nie wróci. pozdr _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Wyświetl posty z ostatnich: Nie możesz pisać nowych tematówNie możesz odpowiadać w tematachNie możesz zmieniać swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz głosować w ankietachNie możesz załączać plików na tym forumMożesz ściągać załączniki na tym forum Dodaj temat do UlubionychWersja do druku Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

gdy maz ma cie za nic